Wspomnienia uczniów

  • Janina Moch – Dziedziczak

Chwila wspomnień z lat szkolnych 1948 – 1952

                Ciężko uwierzyć, że po tylu latach – dobrych i złych wspomnień – jesteśmy razem.
W okresie wojny, nie szczędząc życia, ludzie walczyli… o życie, choć nie byli pewni, czy – przeżyją. Czekali  na szczęśliwy powrót. Wierzyli, że odrodzi się kraj i będzie radość. Nad Polską zawisła  wreszcie biało – czerwona flaga, która przyniosła szczęście i wolność.              Od pierwszych dni wdrażaliśmy się w nurt nauki. Zróżnicowanie wieku i poziomu wiedzy pozwalały na selekcję uczniów do klas przyśpieszonych lub normalnych. Byliśmy pierwszym rocznikiem powojennego Gimnazjum Handlowego – profil 4-letniej Szkoły Handlowej. Nie możemy dziś uwierzyć, że po tylu latach jesteśmy razem przy ławce szkolnej. Wspomnienia nasze będą zawsze piękne i nierozłącznie  związane ze szkołą.

Mieliśmy wspaniałych wychowawców i pedagogów. Pamiętamy spędzane z nimi lekcje – różne, bo nie zawsze tak po uczniowsku – miłe. Wystarczy, by dziennik szkolny był otwierany przez nauczyciela, a już strach nas ogarniał, bo nie raz nie byliśmy przygotowani.  A potem klasówki – aż dreszcze przechodziły, ale gdy się udało, to była radość. To były trudne i najdroższe chwile w powojennej szkole. Ale bywały też miłe – jak imieniny, akademie. To było wszystko z góry załatwione! Nie ma klasówek i pytań – takie jest życie ucznia. Nie szczędzili nam swych umiejętności i poświęcenia ani serca tacy profesorowie jak Leon Murach, Miłosz Połomski, Stefania Tomaszewska, Ewa Gruza, Sabina Milanowska i Czesław Falborski.

Kiedy wracamy do wspomnień ze szkolnych lat, musimy przypomnieć sobie też szkolną miłość. To były uczucia młodzieńcze – randki, pocałunki. Ja również w szkole spotkałam pierwszą miłość, która trwała pięć lat. Przeminęła z chwilą zakończenia szkoły. Drogi nasze rozeszły się. Co zostało z tych wspomnień? Siwe włosy, szkolna legitymacja, szkolna czapka.

Moi kochani, naprawdę trudno uwierzyć, że dziś jesteśmy razem w takim gronie i powracamy do szkolnych wspomnień i przeżyć, których przez te lata mieliśmy dużo. Lecz nie martwmy się upływem czasu. To, co zostało ze wspomnień szkolnych zostawmy w naszych sercach.

  • Sylwia Bielicka, absolwentka Technikum Ekonomicznego

Nie   ma w Kutnie lepszego zespołu szkół niż ZS Nr 3 im. Wł. Grabskiego. Ma on  swój nastrój, historię, tradycję. Choć to może dziwne, ale od 80 lat jakby się nie zmienia. Tutaj –  bez względu na czas – nieodmiennie wychowuje się kolejne pokolenia.
To tutaj pewnie każdy z nas znajdował przyjaźnie, miłości, a czasem i koleżeńskie młodzieńcze, dziś z perspektywy minionych dni – zabawne „złości”.

W progu witał nas roześmiany portier i wołał: Identyfikator i buty na zmianę. Za moich czasów oceny były ważone, tzn. według średniej ważonej wszystko musiało być wyliczone, zmierzone, docenione, nagrodzone i ukarane.

Kadra pedagogiczna „różnobarwna” niczym tęcza: wesoła, radosna, pomocna, wyrozumiała, ale też  „mordercza”
w egzekwowaniu wiedzy. Moją wychowawczynią była Pani Krystyna Pisarska, doświadczona nauczycielka, życzliwa, cierpliwa
i konsekwentna. Wiedziała doskonale,  jak  trzymać w ryzach nasze niesforne charakterki. W  klasie trzeciej opiekę nad nami „przejął” Pan Grzegorz Jaskułowski. Bardzo dbał o nasz rozwój.  Dostrzegał wszystkie trudności, kłopoty, a przed maturą było ich sporo. Pani Barbara Jóźwiak uczyła moją klasę w-fu. Ileż razy ćwiczyłyśmy zagrywki, zbicia, a i tak nie umiałyśmy grać
w siatkówkę tak jak należy. Pani Ewa Kowalik lubiła „obserwować pogodę”, a gdy była „ładna”, robiła kartkówki. Pan Michał Marciniak doskonale umiał matematykę. Ileż się nastarał, żebyśmy my też ją polubili i nie uczyli się jej tak niedbale. Pani Anna Janiak, od języka polskiego, dobrze wiedziała, która duszyczka lektury nie przeczytała. Na  rachunkowości u Pani Henryki Engel wszystko – w lewo i w prawo, z góry i na dół – musiało się zgadzać. Rysowaliśmy konta na wszystkich zajęciach. Do dziś śnią mi się  aktywa i pasywa. Sorka Pietrzykowska – wykładała język rosyjski, ale też praktyczną wiedzę o życiu. Potrafiła doradzić
w każdej sytuacji, zawsze miała czas na rozmowę. Była też przemiła Pani w ksero. Wychodziliśmy od niej  roześmiani.
Pani Dyrektor Zofia Falborska dbała o dobre imię szkoły. Robiła  wiele, by  młodzież się rozwijała, brała udział w konkursach, wyjeżdżała na wycieczki.

Po czterech latach spędzonych w tej szkole została mi rzeka wspomnień.

Pozdrawiam wszystkich Pracowników: nauczycieli, panie z sekretariatu, wychowawców internatu, panie woźne i pana portiera.

 

  •  Jolanta Kominiak, absolwentka z 1986 roku

Wyjęłam z szuflady czarno-białe zdjęcia naszej klasy.  Czasami przeglądam je z sentymentem. Nie do wiary, jak ten czas leci! Jeszcze tak niedawno byłam uczennicą „Ekonomika”. Minęło 25 lat – szmat czasu, a wydaje się jakby to było wczoraj. Teraz
to nie do pomyślenia, ale nie było wówczas komputerów, Internetu, mp4, aparatów cyfrowych i – co dla niektórych bardzo dziwne – telefonów komórkowych. Patrząc dziś na moje dzieci, myślę, że my byliśmy zupełnie inni. Różnica pokoleń! Pełna nazwa naszej szkoły brzmiała wówczas Zespół Szkół Zawodowych CRS „SCh” w Kutnie. Krążyło wówczas powiedzonko, że chodzić do tej szkoły, to zrobić najlepszy interes. Czas w niej spędzony pozostanie na zawsze w pamięci, to najlepsze, beztroskie lata mojej młodości. Mile wspominam moją wychowawczynię – p. Marię Sulej, dzięki niej polubiłam matematykę. Ciepło  wspominam nauczycieli wymagających i wzbudzających respekt. No cóż, lekko w tych murach nie było. Surowa pani Zawadzka od języka polskiego, pani Janina Stryjecka od rosyjskiego, pan Pietrzykowski, pani Stańczyk… Lekcje wychowania fizycznego z panią Brzozowską czy panem Nowakiem to historia. No i oczywiście ulubieńcy – przystojny pan Zawadzki – nauczyciel historii,
czy przesympatyczne panie Engel i Dzikowska. W moich czasach nie do pomyślenia było, aby przyjść do szkoły z ufarbowanymi  włosami lub  pomalowanymi paznokciami. Dziś to norma – a szkoda, bo szkoła powinna być szkołą, a nie miejscem, przepraszam, wybiegiem, gdzie prezentuje się modę. Uczniowie czuli ogromny respekt wobec swoich nauczycieli. Odkładając na bok bieżące sprawy, przypominam sobie też pierwszomajowe pochody, apele na sali gimnastycznej. Nigdy nie zapomnę studniówki! Z powodu dużego mrozu i intensywnych opadów śniegu rozpoczęła się po 22,  a orkiestra z trudem dotarła po północy. Sytuację ratował jak mógł dyrektor Jan  Firek, który organizował na szybko zastępstwo. Nasza zabawa odbywała się
w stołówce internatu. Dekorację – wariacje na temat „głębin morza” wykonaliśmy oczywiście sami i było przy tym dużo zabawy.

To były naprawdę wspaniałe, beztroskie lata. Warto czasami powspominać.

 

  • Miłosz Gołek,  matura 2006

Rocznik szczególny – klasa, w której na 30 osób było 26 chłopaków trafia pod opiekę niewysokiej, szczupłej nauczycielki języka polskiego. Paradoksalnie – w tym samym roczniku klasa,  gdzie 98 procent stanowiły dziewczyny trafia pod opiekę nauczyciela przysposobienia obronnego. Sytuację można porównać do walki Dawida z Goliatem. Jak się później okazało,  sorka Janiak była zarówno Dawidem, jak  i Goliatem. Jako wychowawca – Goliat o stalowych nerach, żelaznej ręce – dzięki którym temperowała  nasze niesforne charakterki. Jako nauczyciel Dawid obdarzony charyzmą w przekazywaniu wiedzy. Choć gdy padało  pytanie, ile osób przeczytało lekturę i nie sposób było dostrzec braku lasu rąk – znowu budził się w niej Goliat. Każdy przedmiot i nauczyciel to inna historia, która przywołuje konkretne wspomnienia, te które najbardziej zapadły w pamięć: pierwsza lekcja w.-fu z sorką Jóźwiak – jak sobie ją przypomnę, to do dziś mam zakwasy na drugi dzień; podstawy przedsiębiorczości z sorką Kowalik i jej słynne –  „ładna pogoda” to było słowo klucz oznaczające  kartkówkę; chemia z panią Maruszewską – nie dała się sorka przejednać, oj – nie dała; matematyka z panią Kaźmierczak – Nowak :  miała sorka dla nas cierpliwość, zwłaszcza dla osób odpowiadających przy tablicy (minuty wydawały się wtedy wiecznością); przedmioty „profilowane” z sorem Kozarskim
i Pawłowskim – pakiety biurowe i graficzne – do dziś korzystam z tej wiedzy w pracy zawodowej; fizyka z sorem Lewińskiem – „Próbujesz czy się poddajesz?” Ciężko było potem wytłumaczyć na godzinie wychowawczej trzydzieści jedynek od góry do dołu. Ekonomik to nie tylko nauka i oceny, to również życie poza programem nauczania: SKE – Szkolny Klub Europejski – prowadzony przez państwa Kozarskich. Poświęcili wiele czasu i zaangażowania,  by zebrać fajny zespół. Wykonaliśmy  liczne projekty –  zrealizowane zostały  przy ich wsparciu i pomocy: Dzień Europejski, negocjacje poświęcone wejściu Polski do UE, Halloween – które do dziś są wizytówką szkoły. Najbardziej „nieśmiertelna” i rozpoznawalna z imprez w „Ekonomiku” – Festiwal Pieśni
i Piosenki Patriotycznej-  prowadzona przez pana Jaskułowskiego. Niezwykła forma przekazywania młodzieży historii naszego kraju. Niezapomniane:  usłyszeć „O mój rozmarynie” w wersji hip – hopowej. Oczywiście należy wspomnieć również
o wycieczkach szkolnych, które nas integrowały,  zwłaszcza ta do Białowieży. Każdy z nas pozostawił „cząstkę” siebie w murach szkoły,  jak i wyniósł jej „cząstkę” na zewnątrz. Spotykamy się często na ulicach miast i na pytanie,  skąd się znamy,
w większości słyszymy odpowiedź  – z  „Ekonomika”.

    • Absolwenci z 2004 roku

Wspomnienia ze szkoły… Nauka w szkole średniej to nie tylko okres, z którym kojarzyć będziemy godziny spędzone nad książkami. Jak się okazuje bywają chwile, które wspominamy później przez wiele lat, nieraz z łezką w oku. Prawie wszyscy przeżywali trudne momenty, większość jednak na myśl o dawnej szkole przywołuje w myślach wspaniale spędzony czas, przyjaciół, nauczycieli… „Z perspektywy czasu i w porównaniu ze studiami okres nauki w liceum wydaje mi się najlepszym okresem w moim życiu. Jeśli jednak muszę wybrać najlepszą chwilę z mojego pobytu w szkole, to na pewno był nią moment,
w którym otrzymałam świadectwo maturalne. Byłam szczęśliwa nie dlatego, że opuszczałam szkołę. Cieszyłam się po prostu
ze zdania egzaminu dojrzałości, do którego przygotowywałam się przez cały okres mojej edukacji”.

                                                                                                                              Aśka                                                                                  

To były dobre czasy… „Imprezki, spotkania i najlepsze – co może być w szkole – przerwy. To były czasy, zwłaszcza że miało się taką klasę jak ja – nie zapomnę tych ludzi do końca życia. Wszyscy trzymaliśmy się razem, często też robiliśmy imprezy klasowe. Zresztą do dziś utrzymujemy z sobą kontakty (z niektórymi lepsze,  z niektórymi gorsze). Tak konkretnie to całkiem fajna buda i nauczyciele  w większości spoko… Szczególnie miło wspominam panią profesor Marię Sulej, która naprawdę nauczyła nas matmy. W większości bardzo to się przydało, bo studiujemy kierunki ekonomiczne. A jeśli chodzi o naukę, to nie przesadzajmy, nie było jej tak wiele. Może czasem tylko trochę mało potrzebnych rzeczy, ale tak jest chyba w każdej szkole, takie są przecież programy. Zresztą dostałam się na dobrą uczelnię, więc poziom szkoły na pewno jest  dobry. Pozdrowienia dla wszystkich uczniów  i nauczycieli.

                       Absolwentka M.

Chemio wróć! „Jak bardzo człowiek tęskni za czasami szkolnymi, namacalnie uzmysłowiłem sobie dość niedawno (dziwne, ale prawdziwe). Po roku od ukończenia tej wspaniałej szkoły, pod koniec września, zorganizowaliśmy spotkanie klasowe. Wspominaliśmy  przewspaniałe lekcje chemii z prof. Dariuszem Lewińskim, klasowe wycieczki i imprezy, spotkania – czego można chcieć więcej?… Być może z perspektywy czasu pewne rzeczy człowiek zapomina, ja nigdy nie zapomnę trzech rzeczy – swojej klasy, profesora Lewińskiego i długiej przerwy. Pozdrowienia dla wszystkich”. Wróciłoby się jeszcze choćby na jeden dzień!

…………

Tu rozumieją młodzież…. „Bardzo miło wspominam swój pobyt w naszym technikum, więc szkoda mi było  je opuszczać. W szkole był naprawdę niezły klimat,  dni mijały beztrosko, człowiek szedł do niej bardzo chętnie. Ukończenie technikum wiele zmieniło w moim życiu i zapewne w życiu każdego absolwenta: dalsza edukacja na studiach, zerwanie starych znajomości  i nawiązanie nowych. Wielu znajomych ze swojej klasy nie widziałem od ukończenia szkoły. W porównaniu ze studiami nauka nie była ciężka. Pozdrowienia dla wspaniałej prof. Anny Janiak i innych nauczycieli, którzy rozumieją młodzież”.

……………..

 


Galeria zdjęć
1984-97 20 0010-jan-firek img_0874